Czaple powracają
W ostatnim czasie
przeczytałam zbyt wiele książek dla młodzieży opierających się na miłości
pomiędzy ludźmi a mitycznymi, nieistniejącymi istotami, takimi jak wampiry,
wilkołaki, anioły lub jeszcze dziwniejsze stwory. Przez te wszystkie historie
czuję już przesyt, który odbiera mi ochotę na czytanie powieści należących do
szeroko pojętej fantastyki. Po przeczytaniu Wyrzutków, pierwszego tomu trylogii
Drużyna pióra Johna Flanagana, postanowiłam sięgnąć po część drugą z nadzieją,
że pozwoli mi się odciąć od wymienionych wyżej wątków. Pod tym względem
Najeźdźcy mnie nie zawiedli.
Akcja rozpoczyna się
bezpośrednio po zakończeniu wydarzeń z pierwszej części, w której to Czaple
udowodniły wszystkim, że są godne miana prawdziwych wojowników. Radość ze
zwycięstwa nie trwała jednak długo, bo największy skarb Skandian – Andomal –
został skradziony przez pirata Zavaca. Aby odzyskać honor, chłopcy zdecydowali
się wyruszyć w pogoń za złodziejami, ryzykując własnym życiem. Zadanie
utrudniała im zarówno pogoda, jak i brak doświadczenia. Ot, niewielka grupka
młodzieńców z pomocą kaleki Thorna miała stanąć do walki z o wiele od nich
silniejszymi i lepiej uzbrojonymi piratami. Jakie są szanse powodzenia tej
misji? Czy chłopcom uda się odzyskać Andomal? Czy wrócą do domu? Odpowiedzi
szukajcie w drugim tomie poczytnej trylogii Johna Flanagana.
W Wyrzutkach drużyna
Czapli miała stosunkowo łatwe zadanie w porównaniu z tym, co czekało ich teraz.
Warunki pogodowe zmusiły chłopców do przerwania pościgu za Zavaciem i
zatrzymania się w zacisznej zatoczce. Dało im to szansę na dopracowanie swoich
umiejętności pod okiem Thorna – niegdyś wspaniałego wojownika. Czaple muszą bardzo
szybko dojrzeć, wykazać się wielką odwagą i nauczyć się sprawnie współpracować
w grupie. W końcu walka z piratami to nie to samo, co konkurowanie z
rówieśnikami.
Już na początku
książki uderzyła mnie pewna rzecz. Skoro od pamiętnego zwycięstwa oraz kradzieży
Andomala minęło zaledwie dziesięć dni, podczas których Czaple mknęły przez
morze, ścigając okręt Zavaca, jak to się stało, że tak się zmieniły? Jak to się
stało, że Hal, świetny skirl o niesamowitych umiejętnościach przywódczych,
nagle potrzebował napomnienia od Thorna, aby zająć się chłopakami? Podczas
czytania pierwszej części kreacja bohaterów bardzo mi się podobała. Każda
postać była inna, miała przypisane konkretne cechy i łatwo się z nimi
utożsamiałam. Tymczasem teraz odniosłam wrażenie, że w Najeźdźcach to po prostu
leży. Fakt, pojawili się również nowi bohaterowie. Warto wspomnieć o Lydii,
dziewczynie pięknej, samodzielnej i zupełnie niepodobnej do swoich
rówieśniczek. Jednak nie mogę się wyzbyć uczucia, że charaktery chłopców
zostały gdzieś w tyle, najpewniej utonęły w morzu podczas sztormu.
Akcja również
pozostawia wiele do życzenia. Pierwsza część wciągnęła mnie od samego początku.
W przypadku Najeźdźców miałam spory problem, żeby wczytać się na tyle mocno,
aby nic nie było w stanie odciągnąć mnie od lektury, co niestety działo się
nazbyt często. Czytanie strasznie mi się dłużyło, a dopiero w drugiej połowie
książki zaczęło się robić ciekawiej. Całość nie wniosła zbyt wiele do wątku
głównego, jakim jest odnalezienie Andomala. Opowiedziana historia była w mojej
opinii po prostu nudna. Czułam, jakby była pisana na siłę, jakby autor starał
się za wszelką cenę rozciągnąć opowieść do rozmiarów trylogii.
Język autora jest
jak zwykle bardzo prosty i przystępny, dostosowany do młodego czytelnika. Z
jednej strony jest to duża zaleta, autor nie stosuje żadnej skomplikowanej
stylistyki i trudnych do zrozumienia słów. Jednak równie dobrze można to
zapisać na minus. Książka stanowi łatwą, dobrą rozrywkę, ale nie rozwija
słownictwa młodych ludzi.
Na szczęście
Najeźdźcy mają również niepodważalne plusy. Historia opisywana przez Flanagana
ma bowiem dużą wartość, jeśli chodzi o przekaz. Mówi o honorze, przyjaźni i
wielu istotnych elementach, o których zdajemy się zapominać w codziennym życiu.
Okładka utrzymana
jest w barwach cieplejszych niż w przypadku Wyrzutków. Odcienie żółci,
czerwieni i brązu doskonale ze sobą współgrają. Bardzo podoba mi się ozdobny
motyw okalający tytuł serii. Całość z całą pewnością przykuwa wzrok i wprowadza
odpowiedni klimat.
W książce nie
znalazłam zbyt wielu błędów. Trochę nielogicznych zdań, przecinki w
nieodpowiednich miejscach. Nie przeszkadzało to jednak w czytaniu, z czego
bardzo się cieszę. Czcionka również dobrana była dobrze, nie męczyła wzroku.
Podsumowując,
Flanagan stworzył kolejną dobrą historię, jednak zaczynam odnosić wrażenie, że
pisze na siłę. Mimo wszystko, mogę polecić Najeźdźców wszystkim fanom
twórczości tego autora. Faktem jest również to, że drugi tom Drużyny może
przypaść do gustu dziewcząt bardziej niż pierwsza część, jako że pojawia się
Lydia, która z pewnością zyska sympatię czytelniczek.
Autor: John Flanagan
Tytuł: Najeźdźcy
Tytuł oryginału: Brotherband: The Invaders
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: wrzesień 2012
Seria: Drużyna
Tłumaczenie: Zuzanna Byczek
ISBN: 978-83-7686-123-4
Oprawa: miękka
Za egzemplarz recenzencki dziękuję
Wydawnictwu Jaguar
Recenzja do przeczytania również tutaj:
http://efantastyka.pl/art_najezdzcy-john-flanagan
Recenzja do przeczytania również tutaj:
http://efantastyka.pl/art_najezdzcy-john-flanagan

Cieszę się, kochana, że wracasz z kolejną wspaniałą recenzją. :) Wprowadziła mnie w sentymentalny nastrój i zawiało wspomnieniami, gdy jeszcze czytałam tyle książek. Znów mam na to ochotę. Dziękuję! ;*
OdpowiedzUsuńDzięki za miłe słowa, Brzoskwinko :*
UsuńRecenzja pisana rok temu, ale z jakiegoś niezidentyfikowanego powodu zapomniałam ją wrzucić na bloga i wylądowała wtedy tylko na efantastyka.pl.
Mam tylko nadzieję, że nie zapomniałam, jak się pisze recenzje :P
Pieprzysz, takich rzeczy się nie zapomina. ;P To tak jakbyś powiedziała, że nie pamiętasz jak oddychać.
Usuń