czwartek, 12 czerwca 2014

John Flanagan - Najeźdźcy

Czaple powracają

W ostatnim czasie przeczytałam zbyt wiele książek dla młodzieży opierających się na miłości pomiędzy ludźmi a mitycznymi, nieistniejącymi istotami, takimi jak wampiry, wilkołaki, anioły lub jeszcze dziwniejsze stwory. Przez te wszystkie historie czuję już przesyt, który odbiera mi ochotę na czytanie powieści należących do szeroko pojętej fantastyki. Po przeczytaniu Wyrzutków, pierwszego tomu trylogii Drużyna pióra Johna Flanagana, postanowiłam sięgnąć po część drugą z nadzieją, że pozwoli mi się odciąć od wymienionych wyżej wątków. Pod tym względem Najeźdźcy mnie nie zawiedli.

Akcja rozpoczyna się bezpośrednio po zakończeniu wydarzeń z pierwszej części, w której to Czaple udowodniły wszystkim, że są godne miana prawdziwych wojowników. Radość ze zwycięstwa nie trwała jednak długo, bo największy skarb Skandian – Andomal – został skradziony przez pirata Zavaca. Aby odzyskać honor, chłopcy zdecydowali się wyruszyć w pogoń za złodziejami, ryzykując własnym życiem. Zadanie utrudniała im zarówno pogoda, jak i brak doświadczenia. Ot, niewielka grupka młodzieńców z pomocą kaleki Thorna miała stanąć do walki z o wiele od nich silniejszymi i lepiej uzbrojonymi piratami. Jakie są szanse powodzenia tej misji? Czy chłopcom uda się odzyskać Andomal? Czy wrócą do domu? Odpowiedzi szukajcie w drugim tomie poczytnej trylogii Johna Flanagana.

W Wyrzutkach drużyna Czapli miała stosunkowo łatwe zadanie w porównaniu z tym, co czekało ich teraz. Warunki pogodowe zmusiły chłopców do przerwania pościgu za Zavaciem i zatrzymania się w zacisznej zatoczce. Dało im to szansę na dopracowanie swoich umiejętności pod okiem Thorna – niegdyś wspaniałego wojownika. Czaple muszą bardzo szybko dojrzeć, wykazać się wielką odwagą i nauczyć się sprawnie współpracować w grupie. W końcu walka z piratami to nie to samo, co konkurowanie z rówieśnikami.

Już na początku książki uderzyła mnie pewna rzecz. Skoro od pamiętnego zwycięstwa oraz kradzieży Andomala minęło zaledwie dziesięć dni, podczas których Czaple mknęły przez morze, ścigając okręt Zavaca, jak to się stało, że tak się zmieniły? Jak to się stało, że Hal, świetny skirl o niesamowitych umiejętnościach przywódczych, nagle potrzebował napomnienia od Thorna, aby zająć się chłopakami? Podczas czytania pierwszej części kreacja bohaterów bardzo mi się podobała. Każda postać była inna, miała przypisane konkretne cechy i łatwo się z nimi utożsamiałam. Tymczasem teraz odniosłam wrażenie, że w Najeźdźcach to po prostu leży. Fakt, pojawili się również nowi bohaterowie. Warto wspomnieć o Lydii, dziewczynie pięknej, samodzielnej i zupełnie niepodobnej do swoich rówieśniczek. Jednak nie mogę się wyzbyć uczucia, że charaktery chłopców zostały gdzieś w tyle, najpewniej utonęły w morzu podczas sztormu.

Akcja również pozostawia wiele do życzenia. Pierwsza część wciągnęła mnie od samego początku. W przypadku Najeźdźców miałam spory problem, żeby wczytać się na tyle mocno, aby nic nie było w stanie odciągnąć mnie od lektury, co niestety działo się nazbyt często. Czytanie strasznie mi się dłużyło, a dopiero w drugiej połowie książki zaczęło się robić ciekawiej. Całość nie wniosła zbyt wiele do wątku głównego, jakim jest odnalezienie Andomala. Opowiedziana historia była w mojej opinii po prostu nudna. Czułam, jakby była pisana na siłę, jakby autor starał się za wszelką cenę rozciągnąć opowieść do rozmiarów trylogii.

Język autora jest jak zwykle bardzo prosty i przystępny, dostosowany do młodego czytelnika. Z jednej strony jest to duża zaleta, autor nie stosuje żadnej skomplikowanej stylistyki i trudnych do zrozumienia słów. Jednak równie dobrze można to zapisać na minus. Książka stanowi łatwą, dobrą rozrywkę, ale nie rozwija słownictwa młodych ludzi.

Na szczęście Najeźdźcy mają również niepodważalne plusy. Historia opisywana przez Flanagana ma bowiem dużą wartość, jeśli chodzi o przekaz. Mówi o honorze, przyjaźni i wielu istotnych elementach, o których zdajemy się zapominać w codziennym życiu.

Okładka utrzymana jest w barwach cieplejszych niż w przypadku Wyrzutków. Odcienie żółci, czerwieni i brązu doskonale ze sobą współgrają. Bardzo podoba mi się ozdobny motyw okalający tytuł serii. Całość z całą pewnością przykuwa wzrok i wprowadza odpowiedni klimat.

W książce nie znalazłam zbyt wielu błędów. Trochę nielogicznych zdań, przecinki w nieodpowiednich miejscach. Nie przeszkadzało to jednak w czytaniu, z czego bardzo się cieszę. Czcionka również dobrana była dobrze, nie męczyła wzroku.

Podsumowując, Flanagan stworzył kolejną dobrą historię, jednak zaczynam odnosić wrażenie, że pisze na siłę. Mimo wszystko, mogę polecić Najeźdźców wszystkim fanom twórczości tego autora. Faktem jest również to, że drugi tom Drużyny może przypaść do gustu dziewcząt bardziej niż pierwsza część, jako że pojawia się Lydia, która z pewnością zyska sympatię czytelniczek.

AutorJohn Flanagan
TytułNajeźdźcy
Tytuł oryginałuBrotherband: The Invaders
WydawnictwoJaguar
Data wydaniawrzesień 2012
SeriaDrużyna
TłumaczenieZuzanna Byczek
ISBN978-83-7686-123-4
Oprawamiękka

Za egzemplarz recenzencki dziękuję 
Wydawnictwu Jaguar

Recenzja do przeczytania również tutaj:
http://efantastyka.pl/art_najezdzcy-john-flanagan

3 komentarze:

  1. Cieszę się, kochana, że wracasz z kolejną wspaniałą recenzją. :) Wprowadziła mnie w sentymentalny nastrój i zawiało wspomnieniami, gdy jeszcze czytałam tyle książek. Znów mam na to ochotę. Dziękuję! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za miłe słowa, Brzoskwinko :*
      Recenzja pisana rok temu, ale z jakiegoś niezidentyfikowanego powodu zapomniałam ją wrzucić na bloga i wylądowała wtedy tylko na efantastyka.pl.
      Mam tylko nadzieję, że nie zapomniałam, jak się pisze recenzje :P

      Usuń
    2. Pieprzysz, takich rzeczy się nie zapomina. ;P To tak jakbyś powiedziała, że nie pamiętasz jak oddychać.

      Usuń