Jeju, jak mnie tu dawno nie było... Ale cóż... nie bardzo mam czas ;( Druga klasa liceum = masakra! Już pierwszego dnia coś robiliśmy, mam tonę zadań domowych, a na dokładkę sprawdzian z całego oświecenia i dwie czy trzy kartkówki... Tak że recenzje będą dość rzadkim zjawiskiem, bo zależy mi na dobrych ocenach z przedmiotów ścisłych, czyli tych, które mi odpadają po tym roku. I muszę się ostro przyłożyć do angielskiego i historii, bo muszę je zdać na maturze na rozszerzeniu najlepiej, jak się da. A sam angielski jest mi bardzo potrzebny do mojego szurniętego planu ;> Ale przejdźmy do rzeczy, bo już wystarczająco was zanudziłam sprawami prywatnymi...
Trio znowu w akcji
Mechaniczny książę
to druga część trylogii Diabelskie maszyny opowiadającej o losach Theresy Gray.
Pierwszy tom pochłonęłam w mgnieniu oka. Jednak, jak wiadomo, z wieloma seriami
jest tak, że kontynuacje są o wiele słabsze i nudne. Czy w tym przypadku można
powiedzieć to samo? Przekonajcie się.
Tessa nadal przebywa
w Londyńskim Instytucie Nocnych Łowców. Znalazła tam spokój i bezpieczeństwo.
Niestety, okazuje się ono nietrwałe, bowiem pewne osoby chcą odsunąć Charlotte
Branwell od kierowania Instytutem. Panna Gray byłaby wtedy zdana na siebie,
stałaby się łatwym celem dla Mistrza. Z pomocą przyjaciół dziewczyna odkrywa,
że jego wojna z Nocnymi Łowcami jest bardzo osobista i ma związek z tragedią,
która spotkała go wiele lat wcześniej. Kolejnym problemem jest fakt, iż serce
Tessy bije coraz mocniej dla Jamesa, mimo silnej tęsknoty za Williamem
Herondale’em. Jak skończy się ta historia? Który z chłopców stanie się dla
dziewczyny ważniejszy? Do czego potrzebuje jej Mistrz? I wreszcie – kim lub
czym jest Tessa?
Po skończeniu Mechanicznego
anioła z wielką niecierpliwością czekałam na ukazanie się kolejnego tomu
trylogii. Gdy tylko zdobyłam egzemplarz, z wielkim entuzjazmem i ciekawością
zaczęłam czytać, czego zdecydowanie nie żałuję.
Akcja książki nie
ogranicza się tylko i wyłącznie do Londynu. Oprócz mrocznego serca
wiktoriańskiej Anglii, autorka zabiera czytelnika także do Yorkshire, gdzie
bohaterowie muszą się udać w pewnej sprawie, a ostatecznie wynika z tego powodu
sporo zamieszania. Clare dokładnie opisuje Instytut w Yorku i wiele innych
intrygujących swoją tajemniczością miejsc.
Elementem, który
wprost uwielbiam w książkach Cassandry, są bohaterowie. Arogancki Will już w
pierwszej części podbił moje serce. Tutaj jednak był trochę inny. Od razu
widać, że mur, którym się otaczał, zaczął się walić, co spowodowało pewne
zmiany w jego zachowaniu. Zawsze miły Jem również zdobył moją sympatię, choć
jest bohaterem zbyt idealnym. Zaradna Tessa także daje się lubić. Henry’ego
było mi trochę szkoda, a jego żona – Charlotte – niezmiennie przypomina mi
jedną z moich znajomych, a ostatnio również Redaktorkę Naczelną Efantastyki. W
powieści nie mogło oczywiście zabraknąć jednej z najciekawszych postaci, jakie
kiedykolwiek poznałam – Magnusa Bane’a. Czarownik jak zwykle wywoływał uśmiech
na mojej twarzy samym pojawieniem się.
Autorka stworzyła
niesamowity i pełny niebezpieczeństw świat, który po raz kolejny całkowicie
mnie pochłonął. Bez końca mogłabym czytać o Nocnych Łowcach walczących z demonami
i broniących ludzi. Na dużą pochwałę zasługuje fakt, że przedstawione uniwersum
nie jest idealne. Na każdym kroku można spotkać zdrajców, intrygantów czy
dwulicowe postacie dbające tylko o własny interes.
Kolejnym plusem
Mechanicznego księcia jest okładka. Widnieje na niej młoda kobieta w
szaro-fioletowej sukni wprost z epoki wiktoriańskiej. Ciemne włosy luźno
opadają jej na ramiona. Twarz pozbawiona jest emocji. Nad nią widnieje napisany
ozdobną czcionką tytuł książki, a niżej nazwisko autorki. Na jasnym tle widać
najróżniejsze tryby, a po lewej także litery jak z listu bądź jakiegoś
dziennika. Całość stwarza wrażenie tajemniczości i przykuwa wzrok.
Ku mojemu ubolewaniu, w powieści znalazło się
sporo błędów. Zaczęło się bardzo dobrze, nie zauważyłam prawie niczego. Jednak
im bardziej zagłębiałam się w książkę, tym więcej znajdowałam błędów. W wielu
miejscach brakowało znaków interpunkcyjnych lub były nieodpowiednie. Jednak
najbardziej kłuły w oczy literówki, od których roiło się w dalszych
rozdziałach.
Powieść wydrukowana
jest czytelną czcionką, którą dobrze się czyta, nie męczy ona wzroku. Przed
każdym rozdziałem, którego tytuł napisany jest dużymi literami, znajdują się
cytaty najróżniejszych twórców, zarówno XIX-wiecznych, jak i żyjących wiele lat
wcześniej. Jest to ciekawy zabieg, który stanowi bardzo dobre wprowadzenie do
tego, co czeka czytelnika na najbliższych stronach.
Warto zaznaczyć, że
książka nie niszczy się zbyt szybko. Po przeczytaniu właściwie nie widać na
niej żadnego śladu używania. Wygląda tak, jakby dopiero wyszła z drukarni.
Mechaniczny książę
zdecydowanie dorównuje pierwszemu tomowi trylogii. Choć autorka skupiała się
tutaj głównie na skomplikowanym wątku miłosnym i poszukiwaniach Mistrza, nie
zabrakło szybkiej akcji i zapierających dech w piersi walk. Znalazło się także
miejsce dla humoru zawartego w dialogach bohaterów oraz niektórych sytuacjach.
Tym, którzy mieli już styczność z Diabelskimi maszynami, polecam drugą część, a
osobom nie znającym twórczości Cassandry Clare, radzę szybko się z nią
zapoznać.
Autor: Cassandra Clare
Tytuł oryginału: The Clockwork Prince
Seria: Diabelskie maszyny tom 2
Wydawnictwo: MAG
Data wydania: maj 2012
Tłumaczenie: Anna Reszka
ISBN: 978-83-7480-249-9
Liczba stron: 464

Jeszcze nie miałam okazji tej książki przeczytać, ale mam ją już w swoich zbiorach :)
OdpowiedzUsuńRównież książkę już posiadam, ale rozpoczęcie czytania uniemożliwia mi brak "Mechanicznego anioła". Ech, te moje zbieranie serii od środka :/
OdpowiedzUsuńCieszę się, że druga część jest równie dobra, jak pierwsza, jednak szkoda, że redakcja nie dopatrzyła się tylu błędów :/ A przecież można było tego uniknąć...
Książkę mam, ale na razie nie mam czasu się za nią zabrać buuu:(
OdpowiedzUsuńWytrzymaj ten miesiąc. W październiku wyśle ci kilka już zredagowanych (tak że nie będziesz musiała ich czytać :P) recenzji to będziesz tu je mogła umieszczać i nie będę już tak rzadkim zjawiskiem.
OdpowiedzUsuńCo do szkoły to ja mam nie tyle mało czasu co nie wystarczająco dużo siły i zdrowia, ale jak nadejdzie weekend to wszystko nadrobię.
Niedługo powinnam mieć nowe okulary, to czytanie będzie mi iść sprawniej ^^
Wprost uwielbiam tę trylogię, zresztą, jak i całą twórczość Cassandry ;)
OdpowiedzUsuńMam w planie, ale czasu brak :D
OdpowiedzUsuńJa też prawie nie mam czasu czytać. Pisać też nie, co dla mnie jest katastrofą... Od pierwszego dnia szkoły dwie tony nauki... Ehh, ja już nie chcę być w drugiej klasie liceum! :P
UsuńKsiążka jest na mojej półce i cierpliwie czeka na swoją kolej:)
OdpowiedzUsuńYyy. Sorry, chodziło mi o Mechanicznego anioła.
OdpowiedzUsuńAle tą książkę również chcę przeczytać.:)