wtorek, 16 stycznia 2018

Leigh Bardugo - Cień i kość

I znów minęło dobre pół roku od ostatniego posta, a ja nadal się zastanawiam, kiedy ten czas minął. Miniony rok przyniósł dużo zmian w moim życiu, ale nigdy nie zapomniałam o blogu i nadal zastanawiałam się, jak go wskrzesić z martwych i pisać więcej niż 2 posty rocznie. Na razie niczego nie obiecuję, ale po kilku chudych latach, znów zabieram się za czytanie książek i nadrabianie zaległości, więc jestem na dobrej drodze do rozruszania tego bloga. Miejmy tylko nadzieję, że moja umiejętność pisania nie zardzewiała aż tak bardzo, jak mi się wydaje.
Nie przedłużając, witajcie i miłej lektury ;)

"Cień i kość", pierwszy tom debiutanckiej trylogii Leigh Bardugo, miałam na liście "do przeczytania" mniej więcej od momentu jej ukazania się w 2013 roku. Wtedy jednak nie udało mi się zdobyć książki, a później najzupełniej o niej zapominałam lub po prostu nie miałam nastroju, żeby się za nią zabrać i sięgałam po inne pozycje. Teraz jednak wróciłam do niej, choć bez większych oczekiwań. Co z tego wynikło?

Ravka, niegdyś potężny kraj, obecnie otoczony jest przez wrogów i rozdarty na dwie części przez Fałdę Cienia, nieprzeniknioną masę ciemności stworzoną przez Czarnego Heretyka i zamieszkiwaną przez krwiożercze stwory zwane wilkrami. W końcu jednak pojawia się światełko nadziei w osobie Aliny Starkov. Dziewczyna jest kartografką, a gdy wraz ze swoim pułkiem przemierza Fałdę, niespodziewanie budzi swoją nadzwyczajną moc. Od tej pory całe jej życie się zmienia. Zostaje zabrana na dwór królewski, by uczyć się na Griszę, członkinię władającej magią elity, którą dowodzi niejaki Darkling. Na miejscu nie wszystko jest jednak takie, jakim się wydaje...

Przedstawiony w książce świat pozornie wydaje się bardzo rozbudowany, ale - w mojej opinii - w pierwszym tomie tak naprawdę nie otrzymujemy zbyt wielu informacji na jego temat. Historię śledzimy z perspektywy głównej bohaterki i to na niej skupia się opowieść przez lwią część czasu. Od momentu jej dotarcia do Os Alty, wszystko kręci się wokół jej życia tam, treningów, tęsknoty za przyjacielem itp.

Sama Ravka miała być wzorowana na Rosji, jednak osobiście nie zauważam większego podobieństwa, poza nazwiskami bohaterów i nazwami miejsc czy przedmiotów. Z drugiej strony przez to, że jest to wymyślony świat, nie można za bardzo doczepić się do ewentualnych nieścisłości czy błędów, jakie mogły się w książce pojawić. Nie znam rosyjskiego, ani nie jestem specjalistką od tego kraju, jednak pewne rzeczy bardzo rzucały mi się w oczy, jak chociażby zamienne stosowanie "króla" i "cara", choć to dwa różne pojęcia. Autorka nie uwzględniła również odmian rosyjskich nazwisk, przez co główna bohaterka nazywa się Starkov, co jest formą męską. Poza klimatem, który zupełnie mnie nie porwał, świat przedstawiony wydaje się jednak zbudowany dość solidnie, jak na debiutancką powieść, choć często brakowało mi dokładniejszych opisów.

Bohaterowie opowieści również nie podbili mojego serca. Alina Starkov to typowa główna bohaterka powieści młodzieżowej. Przeciętnej urody dziewczyna znikąd, która w niczym nie jest dobra i do niczego się nie nadaje, a która okazuje się mieć niezwykłą i wyjątkową moc. Moc, która sprawia, że z szarej myszki zmienia się w osobę, której pożądać może nawet jeden z najpotężniejszych ludzi w kraju. O jej przyjacielu, Malu, nie da się nawet zbyt wiele powiedzieć, jako że w książce bardzo szybko zniknął i pojawił się ponownie dopiero pod koniec.

Wymieniony wcześniej Darkling, przywódca Grisz, choć miał uchodzić za niezwykle pociągającego, tajemniczego i mrocznego, także nie miał czym zabłysnąć. Prawdę mówiąc, choć okazało się, iż, pomimo wyglądu dwudziestolatka, jest on już bardzo stary, ja nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to po prostu humorzaste dziecko w ciele dorosłego, które próbuje odgrywać wzbudzającego strach dowódcę. Nie potrafiłam potraktować go poważnie.

Tym, co najbardziej denerwowało mnie w kreacji bohaterów, nie licząc kompletnego braku wyrazistości, było też to, że poza główną bohaterką, prawie wszystkie postacie żeńskie przedstawione były jako piękne, ale okropnie zazdrosne i wredne. Wszystkie zdawały się darzyć Alinę pogardą, nie licząc Genii, która stała się czymś na kształt jej przyjaciółki. Dlaczego kobiety przedstawiają inne kobiety w taki właśnie sposób? Chyba nigdy tego nie zrozumiem.

Od samego początku miałam z tą książką olbrzymi problem. Choć styl pisania autorki nie jest szczególnie zły, od samego początku brakowało mi dokładniejszych opisów, zagłębienia się w emocje bohaterów i lepszego ukazania świata, w którym toczy się akcja. Dopiero pod koniec odniosłam wrażenie, że jest trochę lepiej, ale wciąż nie potrafiłam kibicować bohaterom i dokończyłam czytanie tylko dlatego, że nie lubię zostawiać niedokończonych książek.

Zdaję sobie jednak sprawę, że jest to książka debiutancka i, patrząc na nią przez ten pryzmat, muszę przyznać, że jest to pozycja przyzwoita. Nie zwala z nóg i nie wciąga na tyle, bym rzuciła dla niej wszystko inne, byle tylko dowiedzieć się, co dalej, ale nie jest to też książka zła. Ja mam co do niej mieszane uczucia i raczej nie sięgnę po kolejne tomy, chyba że z nudów, dla zabicia czasu. Jednak decyzja czy dać jej szansę należy do was.

Tytuł: Cień i kość
Seria: Grisza (tom 1)
Autor: Leigh Bardugo
Wydawnictwo: Papierowy księżyc
Data wydania: 19 czerwca 2013
Liczba stron: 380
ISBN: 9788361386322

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz